Szybkość wygrywa z ceną. Czego oczekują dziś mali i średni przedsiębiorcy
- Sposób, w jaki MŚP sięgają po kapitał, redefiniuje dziś sztuczna inteligencja.
- Klienci oczekują prostoty. Chcą kliknąć przycisk i ma działać. W różnych europejskich krajach te oczekiwania potrafią się mocno różnić, ale w Polsce poprzeczka jest postawiona wysoko – mówi Olena Gryniuk, CEE Director SME Banking Club oraz Chief Executive Officer w WOA Digital.
- W praktyce w segmencie często wygrywa nie najniższa cena, lecz szybkość i wygoda.
- Zaufanie wciąż pozostaje kluczową przewagą, której nie da się zautomatyzować.
„W zasięgu kliknięcia”
Sposób, w jaki MŚP sięgają po kapitał, redefiniuje dziś sztuczna inteligencja. Ułatwia dostęp do faktoringu czy kredytu, upraszcza procedury i sprawia, że oferta znajduje się „w zasięgu kliknięcia”. Dla instytucji finansowych to szansa na skalowanie biznesu i dotarcie do klientów, którzy wcześniej byli trudniejsi do obsłużenia kosztowo lub operacyjnie.
AI automatyzuje pracę tam, gdzie dotąd potrzebna była ręczna analiza, np. porządkuje dane, identyfikuje nieprawidłowości, wspiera ocenę ryzyka. Skraca czas decyzji i ogranicza błędy, dzięki czemu zwiększa efektywność całego procesu.
Nowa efektywność, nowe ryzyka
Digitalizacja przenosi jednak część ryzyka w nowe obszary. Wraz z rozwojem narzędzi cyfrowych rośnie znaczenie cyberbezpieczeństwa i przeciwdziałania fraudom. Sztuczna inteligencja usprawnia procesy, ale może być także wykorzystywana do tworzenia coraz bardziej wiarygodnych fałszerstw czy ataków.
Rozwój AI w finansowaniu MŚP to więc nie tylko postęp, lecz także konieczność budowania nowych mechanizmów ochrony. Większa efektywność musi iść w parze z odpowiedzialnością i kontrolą ryzyka.
Naturalnie pojawia się pytanie o skalę automatyzacji – czy w kolejnych latach człowiek w ogóle będzie potrzebny?
Automatyzacja będzie postępować. To niemal pewne. Coraz więcej procesów scoringowych, analitycznych i operacyjnych przejmą algorytmy. Nie oznacza to jednak, że rola człowieka zniknie. Będzie ewoluować.
– Człowiek powinien decydować, gdzie automatyzacja ma sens, a gdzie potrzebna jest ocena kontekstu, doświadczenie i odpowiedzialność. To ludzie projektują procesy, ustalają reguły, definiują parametry ryzyka i biorą odpowiedzialność za finalne decyzje, zwłaszcza w bardziej złożonych przypadkach. AI może wspierać, rekomendować, przyspieszać i eliminować powtarzalne czynności, ale to człowiek powinien wyznaczać granice jej działania – mówi Olena Gryniuk, CEE Director SME Banking Club oraz Chief Executive Officer w WOA Digital.
Wybrzmiewa tu ostrożność wobec wykorzystywania sztucznej inteligencji w bezpośredniej obsłudze klienta. Zastosowanie AI „na froncie” – w rozmowie czy na czacie – nie zawsze buduje pozytywne doświadczenie. Jeśli przedsiębiorca kontaktuje się z instytucją finansową, często oczekuje rozmowy z człowiekiem, a nie z algorytmem.
Potwierdzają to badania Armatis Customer Experience Index. Ponad połowa respondentów nie ufa botom lub ma poważne zastrzeżenia co do ich skuteczności, a 67,9 proc. woli poczekać na konsultanta niż zostać natychmiast obsłużonym przez bota. Czynnik ludzki, taki jak empatia czy zrozumienie kontekstu, wciąż realnie wpływa na satysfakcję klientów, nawet jeśli odpowiedź merytoryczna jest identyczna.
Dlatego sztuczna inteligencja powinna przede wszystkim wspierać back office – tam, gdzie realnie odciąża ludzi i usprawnia procesy, a nie zastępować relację z klientem.
W centrum tych zmian pozostaje jedno – finansowanie ma wspierać rozwój, a nie komplikować prowadzenie biznesu. Niezależnie od tego, czy mówimy o kredycie, faktoringu czy innych formach wsparcia, przedsiębiorcy oczekują rozwiązań prostych, przewidywalnych i dostępnych dokładnie wtedy, gdy są potrzebne. Technologia może skracać dystans do kapitału i porządkować procesy, ale o wartości produktu decyduje odpowiedzialne projektowanie oraz realne zrozumienie wyzwań MŚP. Przyszłość finansowania nie będzie wyścigiem na najbardziej zaawansowane algorytmy, lecz na najbardziej użyteczne, bezpieczne i intuicyjne rozwiązania.
„Odczarować” faktoring
Dzięki digitalizacji rozwiązania takie jak faktoring przestają być zarezerwowane wyłącznie dla wąskiej grupy i stają się wsparciem na co dzień. Mimo rosnącej popularności tego narzędzia finansowego, wciąż wielu przedsiębiorców z sektora MŚP nie ma pełnej wiedzy, czym dokładnie jest i jakie korzyści może przynieść firmie. Stąd czasem pojawia się wstrzemięźliwość w mówieniu o nim. Nie dlatego, że faktoring to „coś złego”, ale dlatego, że bywa mylony z trudnościami finansowymi albo traktowany jest jak sygnał, że organizacja „nie daje sobie rady”.
– Przez lata faktoring funkcjonował w świadomości rynku jako rozwiązanie „dla większych”, więc MŚP nie miały okazji, żeby go dobrze poznać. W efekcie wiele firm z tego segmentu wrzuca go do jednego worka z pożyczką, a to zupełnie inna logika. W faktoringu nie chodzi o zaciąganie dodatkowego zobowiązania, tylko o przyspieszenie pieniędzy, które i tak mają wpłynąć z wystawionej faktury – tłumaczy ekspertka.
W praktyce faktoring to po prostu wygodny sposób na uporządkowanie przepływów. Pozwala szybciej zamienić faktury na gotówkę, zachować płynność i prowadzić biznes w swoim tempie, bez stresu związanego z opóźnieniami w płatnościach.
– Dlatego w komunikacji do klientów z MŚP nie warto zaczynać od branżowej terminologii. Tu działa prosty, intuicyjny przekaz: „Sfinansuj fakturę teraz i nie czekaj, aż kontrahent zapłaci”. Przedsiębiorcy zwyczajnie nie mają czasu na wczytywanie się w złożone procesy, porównywanie definicji i ręczne liczenie cash flow. Prowadzenie firmy to tysiąc równoległych zadań, dlatego rozwiązanie musi być proste i działać automatycznie – dodaje.
Jak „odczarować” błędne myślenie o faktoringu? Warto zacząć od zmiany narracji – z „ratunku, gdy brakuje pieniędzy” na „standardowe narzędzie do zarządzania płynnością”. Kluczowe jest konsekwentne pokazywanie konkretnych przykładów – firm, które dzięki finansowaniu faktur szybciej się rozwijają, przyjmują większe zlecenia, negocjują lepsze warunki z dostawcami. Case studies, liczby, realne historie przedsiębiorców – to one normalizują faktoring i pokazują go jako element strategii, a nie „ostatnią deskę ratunku”.
Czy digitalizacja „nie rozmywa” sensu faktoringu?
Pytanie jest zasadne, bo faktoring to faktycznie usługa, a nie pożyczka. Obejmuje nie tylko wypłatę środków po przekazaniu faktury, ale też przesunięcie w czasie płatności, a nierzadko monitoring i windykację należności.
– Z perspektywy MŚP najważniejszy jest jednak efekt i doświadczenie użytkownika, czyli szybko dostać środki i „mieć temat z głowy”. Dlatego pojawiające się na rynku rozwiązania, które formalnie przypominają pożyczkę pod fakturę lub inne substytuty, mogą być dla przedsiębiorcy atrakcyjne. Kluczowe jest więc, żeby w cyfrowej wersji nie zniknęły elementy, które stanowią o wartości faktoringu – przejrzyste warunki, bezpieczeństwo, prostota i szybkość działania – odpowiada nasza rozmówczyni.
Dlatego dużą wartością cyfrowego faktoringu jest nie tylko samo finansowanie, ale też obsługa – automatyczne przypomnienia dla kontrahenta, monitoring spłaty i przejęcie dalszych działań, jeśli płatność nie wpływa na czas. Dzięki temu MŚP realnie zyskuje spokój, a temat należności przestaje zajmować głowę każdego dnia.
Globalni gracze
Największe problemy przedsiębiorców w Polsce i Europie są zbieżne – cash flow, zatory płatnicze i nieterminowe regulowanie zobowiązań przez kontrahentów.
– W przypadku MŚP działających w modelu B2B (Business to Business – red.) problem płynności finansowej jest znacznie bardziej odczuwalny niż w relacjach B2C (Business to Consumer – red.). Współpraca z dużymi korporacjami oznacza najczęściej konieczność zaakceptowania narzuconych terminów płatności – 30 czy 60 dni. To sprawia, że przedsiębiorca musi najpierw z własnych środków pokryć koszty produkcji, podwykonawców czy wynagrodzeń. W praktyce oznacza to zamrożenie kapitału i ryzyko utraty płynności. Dlatego kluczowe staje się szybkie i elastyczne finansowanie zewnętrzne – kredytowe lub faktoringowe – wyjaśnia Olena Gryniuk.
Dla MŚP wyzwaniem pozostaje też samo dotarcie do klienta – i to niezależnie od branży, choć w e-commerce widać to szczególnie mocno. Rynek online jest dziś zdominowany przez duże platformy, a widoczność w Internecie zależy od reguł ustalanych przez globalnych graczy. Nawet jeśli firma ma świetny produkt i własną stronę, to bez odpowiednich budżetów i know-how trudno jej się „przebić” w wynikach wyszukiwania, reklamach czy mediach społecznościowych. W efekcie mniejsi przedsiębiorczy nierzadko muszą opierać sprzedaż na współpracy z dużymi marketplace’ami, które zapewniają zasięg, ale jednocześnie dyktują warunki.
Polskie firmy funkcjonują przy tym w relatywnie sprawnym, coraz bardziej cyfrowym otoczeniu administracyjnym. – Jednocześnie, patrząc szerzej, warunki prowadzenia biznesu są w kraju całkiem dobre. Firmę można zarejestrować szybko, wiele spraw urzędowych da się załatwić online, administracja jest coraz bardziej cyfrowa (np. KSeF), a takie procesy jak zwrot VAT działają w przewidywalny sposób – ocenia ekspertka.
Różnice widać, gdy przyjrzymy się innym krajom. W Niemczech rejestracja płatnika VAT potrafi trwać kilka miesięcy, a w Egipcie rejestracja firmy zajmuje nawet pół roku.
Wygrywa nie cena, lecz szybkość i wygoda
Jeśli bank lub firma faktoringowa ma być partnerem, przedsiębiorcy oczekują nie tylko finansowania, ale również wsparcia merytorycznego i aktualnej wiedzy o zmianach w przepisach czy dostępnych rozwiązaniach.
– Klienci oczekują prostoty. Chcą kliknąć przycisk i ma działać. W różnych europejskich krajach te oczekiwania potrafią się mocno różnić, ale w Polsce poprzeczka jest postawiona wysoko. Coraz częściej chcemy nie pojedynczej usługi, tylko całego spójnego ekosystemu – loguję się do bankowości elektronicznej i „mam wszystko”, czyli fakturowanie, księgowość online, płatności, rozliczenia i finansowanie faktur w jednym miejscu. Bez ręcznego przepisywania danych, skakania pomiędzy systemami i zapamiętywania dziesięciu haseł. Prostota, automatyzacja i integracja przestają być luksusem i stają się standardem – wyjaśnia rozmówczyni.
To nie są już tylko oczekiwania „na papierze”. W Polsce widać, że rynek stara się na nie odpowiadać. Banki coraz częściej budują usługi wokół codzienności przedsiębiorcy.
W praktyce w segmencie często wygrywa nie najniższa cena, lecz szybkość i wygoda. Rozwiązania osadzone w codziennych narzędziach przedsiębiorcy, jak embedded faktoring, mają szczególny potencjał, bo finansowanie pojawia się dokładnie tam, gdzie powstaje faktura. Nie wymaga przechodzenia do osobnych systemów, przerzucania danych, logowania się do kolejnych platform i wypełniania stosu dokumentów.
Na tym tle wyraźnie widać, że pytanie nie brzmi już: „Czy wdrażać technologię?”, lecz „Jak robić to odpowiedzialnie?”.
Kierunek jest oczywisty – rynek będzie rozwijał rozwiązania, które łączą szybkość działania z kontrolą ryzyka, a automatyzację z jasno określoną odpowiedzialnością po stronie instytucji finansowej. Technologia staje się realną przewagą. Nie wtedy, gdy zastępuje relację, ale gdy podnosi jakość doświadczenia i bezpieczeństwo całego procesu. Bo w świecie, w którym wszystko można „załatwić kliknięciem”, zaufanie wciąż pozostaje kluczową przewagą, której nie da się zautomatyzować.
***
PKO Faktoring to jeden z największych faktorów w Polsce. Rocznie finansujemy ponad 1,6 mln faktur o łącznej wartości przekraczającej 46 mld zł. Z naszych usług obecnie korzysta blisko 5 tys. firm. Na rynku finansowym działamy od 2009 roku. Mamy ofertę skierowaną do małych i średnich przedsiębiorstw oraz korporacji. Tworzymy produkty w oparciu o indywidualne potrzeby klientów. Nasi eksperci każdego dnia dbają o to, by świadczyć usługi faktoringowe na najwyższym poziomie. Bezpieczeństwo finansowe oraz stabilność działania gwarantuje nam PKO Bank Polski – największy bank w kraju.
